Zniszczyć Świętego. Śledztwo w sprawie prześladowania o. Pio (fragment)

O Ojcu Pio, jednym z najsłynniejszych świętych XX wieku, powstało już wiele książek. Jednak ujawnione przez znanego, włoskiego dziennikarza Renzo Allegriego odtajnione dokumenty Tajnych Archiwów Watykańskich oraz zbiorów Świętego Oficjum, rzucają nowe światło na jego ścieżkę do świętości. Ta książka to wstrząsający zapis drogi do zbawienia świętego z San Giovanni Rotondo.

Zamieszczony fragment pochodzi z rozdziału "Wielki plan".

Rok 1923 przeszedł do historii jako czas, kiedy Kościół zakwestionował  nadprzyrodzone pochodzenie stygmatów o. Pio oraz wszelkich przypisywanych mu mistycznych doświadczeń. Uczynił to 2 czerwca, na mocy dokumentu wydanego przez Święte Oficjum. Władze Kościoła nigdy nie zdystansowały się oficjalnie od treści Deklaracji i chociaż minęło wiele lat, niektórzy uczeni nadal się nią posiłkują. 

Ojciec Pio otrzymał dary charyzmatyczne, a w szczególności dar  stygmatów, które były widomym znakiem powierzonej mu przez Boga misji. Jednak decyzja Watykanu przyprawiła go o zwątpienie. 

Kapucyn, podobnie jak każdy inny chrześcijanin, wierzył, że Kościół jest „Mistycznym Ciałem Chrystusa”. Widząc na własnym ciele znaki męki Pańskiej, zastanawiał się z niepokojem, dlaczego władze kościelne uznały je za nieautentyczne. Jego wiara w Kościół jako instytucję była tak wielka i niezachwiana, że chwilami nie dowierzał samemu sobie i faktom, które stały się jego udziałem. W jego sercu rozgorzał wyniszczający konflikt duchowy i psychologiczny. Poszukiwania wewnętrznej równowagi bardzo trudno było pogodzić z posłuszeństwem wobec Kościoła. 

Procesy beatyfikacyjne rządzą się swoimi prawami. Kościół oczekuje dowodów na to, że kandydat do wyniesienia na ołtarze praktykował za życia cnoty w stopniu heroicznym. Podczas procesu o. Pio dowiedziono, iż kapucyn nigdy, nawet w czasie nasilonych prześladowań, nie sprzeciwił się woli Watykanu. Ani razu nie uległ pokusie, jaką niewątpliwie stanowiła myśl, że stygmaty wynoszą go ponad Kościół. 

Decyzje z roku 1923 były dla niego szczególnie dotkliwe. Stygmaty  przyciągały do San Giovanni Rotondo tłumy pielgrzymów, a jednak Święte Oficjum zaprzeczyło nadprzyrodzonemu pochodzeniu ran. Ojcem Pio targały wątpliwości. Jak powinien był się zachować: uwierzyć podszeptom własnego sumienia czy raczej podporządkować się wyrokom trybunału kościelnego? 

Wybrał milczące oczekiwanie. Wiedział, że po śmierci, gdy znajdzie  się u progu wieczności, stanie przed obliczem Boga. Na ziemi mógł jedynie „wyczuwać” Jego żywą, choć wymykającą się zmysłom obecność. 

Powtórzmy: o. Pio nie wypierał się tajemnicy, która dokonywała  się w nim z woli Boga, a jednak nigdy nie wywyższał się ponad Kościół. Każdego dnia toczył z niewidzialnym Panem wewnętrzny dialog, lecz także bezwarunkowo przyjmował decyzje, które Bóg objawiał mu za pośrednictwem poczynań Kościoła. 

Jego posłuszeństwo było heroiczne. Nigdy nie podał w wątpliwość  rozporządzeń Watykanu. Zarzuty, podejrzenia, wyroki i zakazy nieustannie przysparzały mu udręk. Bolał zwłaszcza nad dolą współbraci, którzy cierpieli z powodu zaistniałych okoliczności i byli przenoszeni do innych prowincji. Bywały chwile, kiedy czuł, że jest ciężarem dla Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów i całego Kościoła. Zawsze jednak udawało mu się zachować spokój, równowagę i bezwzględną wierność ślubom posłuszeństwa. 

Ze wspomnień o. Luigiego z Avellino dowiadujemy się, jak 7 sierpnia 1923 roku o. Pio przyjął wiadomość o przenosinach: Wezwałem o. Pio do mojego pokoju i przeczytałem mu rozporządzenie, nakazując podporządkować się decyzjom moim oraz Czcigodnego Ojca Generała. Ojciec Pio pochylił głowę i krzyżując  ramiona, rzekł: – Zdaję się na was całkowicie. Ruszajmy! Kiedy jestem z ojcem przełożonym, jestem z Bogiem. 

– Chce ojciec ruszyć od razu? – zapytałem. – Jest środek nocy,  gdzie mielibyśmy się udać? 

– Nie wiem – odparł. – Pójdę z wami, gdzie i kiedy zechcecie.

Zegar wybił północ. Zapanowawszy nad wzruszeniem, wyjaśniłem:

– Chciałem jedynie powiadomić ojca o rozporządzeniu. Co  do reszty, trzeba czekać na dalsze dyspozycje.

27 sierpnia stygmatyk wysłał do o. Luigiego krótki list. Zapewnił w nim, że całkowicie zdaje się na wolę przełożonych:

Nie muszę chyba mówić, że jestem gotów wypełnić wszelkie polecenia, jakie przełożeni zechcą mi wydać. Ich głos jest dla mnie głosem Boga, któremu pragnę być posłuszny aż do śmierci. Z pomocą Pana dostosuję się do wszystkich zaleceń, choćby były dla mnie najbardziej bolesne.

Kiedy wokół o. Pio rozpętała się potężna zawierucha, bliski przyjaciel, a zarazem daleki krewny kapucyna, ks. Giuseppe Orlando, z pochodzenia arystokrata (miał tytuł markiza), z wykształcenia prawnik, udał się do Rzymu, aby osobiście zbadać powody surowych decyzji władz Kościoła. Czyniąc użytek z koneksji, zdołał umówić się na spotkanie z komisarzem Świętego Oficjum, o. Alessandrem Lottinim, który udzielił mu wyczerpujących wyjaśnień.

Jakiś czas później Orlando napisał we wspomnieniach:

Dowiedziałem się, że w papierach Świętego Oficjum był szczegółowy raport biskupa Manfredonii. Gagliardi odmalowywał w nim młodego kapucyna w ciemnych barwach, a jego rany nazywał owocem mistyfikacji i fanatyzmu. Pismo wieńczyło stwierdzenie: „Albo o. Pio opuści moją diecezję, albo uczyni to biskup”.

Po powrocie z Rzymu ks. Orlando odwiedził o. Pio i powiedział: „Oskarżają cię o wiele rzeczy, ale przede wszystkim o to, że nie okazujesz posłuszeństwa przełożonym. Polecono ci odejść, a ty nadal tu jesteś”.

Słysząc to, o. Pio osunął się na kolana, rozłożył ramiona i zawołał:

„Peppino! Przysięgam na Jezusa Ukrzyżowanego, którego widzisz na  moim stole, że nigdy nie otrzymałem takiego polecenia! Gdyby przełożeni kazali mi wyskoczyć z okna, posłuchałbym ich bez dyskusji!”. 

Kapucyn świadomie obrał drogę całkowitego posłuszeństwa. Nie  był, jak utrzymują niektórzy, „naiwnym, pokornym, nieroztropnym braciszkiem”, żyjącym rojeniami. Głęboko zakorzeniony w swojej ludzkiej naturze, silnie doświadczał mistycyzmu, który czynił spotykającą go niesprawiedliwość jeszcze bardziej oczywistą i bolesną. W imię wiary cierpliwie znosił każdy afront i każde upokorzenie, ale nie mógł pogodzić się z tym, że inni przez niego cierpią. Bronił swoich oskarżycieli i nikt nigdy nie słyszał, żeby potępiał oszczerców, jednak burzył się w duchu przeciwko krzywdom, które spotykały jego przyjaciół.


Książka "Zniszczyć  świętego. Śledztwo w sprawie prześladowania o. Pio" ukazała się nakładem Wydawnictwa ESPRIT.

opoka.org.pl jest jednym z patronów medialnych publikacji

« 1 »

reklama

reklama

reklama

reklama